|
Strona 1 z 6 Europa potrzebuje dłuższego i bardziej precyzyjnego planowania strategicznego. Bez niego naraża się na niebezpieczeństwo „dryfu rozwojowego”.
Europa i jej instytucje stoją przed różnymi wyzwaniami – krótkoterminowymi (strategie wyjścia z kryzysu gospodarczego w ciągu najbliższych kilku lat) oraz tymi, które dotyczą znacznie dłuższej perspektywy: sposobu budowania przewagi konkurencyjnej w zmieniającym się świecie. Ten drugi typ wyzwań jest ważny, bo to właśnie on wymusza potrzebę redefinicji projektu europejskiego. Aby skutecznie odpowiedzieć na oba te typy wyzwań, Europa potrzebuje jednak zmiany podejścia do tworzenia strategii. Jej horyzont powinien być zdecydowanie dłuższy, na co najmniej pokolenie, a zakres – obejmować nie tylko samą Unię, lecz także najważniejsze dla Europy punkty odniesienia.
Powrót do źródeł myślenia o rozwoju Długofalowe planowanie strategiczne nie ma obecnie dobrej passy. Uważa się, że w czasie „chaotyki”, gdy nieprzywidywalność stała się jedyną zmienną, jakiej można być pewnym, nie ma sensu analizowanie danych i formułowanie długookresowych strategii. Sądzę, że to złe podejście. Istota projektu europejskiego przez długie lata polegała na osiągnięciu między tworzącymi go państwami efektu synergii poprzez budowanie wspólnoty interesów ‒ najpierw w kwestiach zapewnienia bezpieczeństwa, a później rozwoju. Lata 60. i 70. udowodniły atrakcyjność tego podejścia, a lata 80., 90. oraz kolejne rozszerzenia działały stymulująco i przyspieszały procesy rozwojowe. Z jednej strony Wspólnoty Europejskie prowadziły polityki tradycyjne, nastawione na stopniowe otwieranie rynków, a z drugiej – wprowadzano instrumenty nowatorskie, związane ze stymulowaniem innowacyjności i konkurencyjności czy wreszcie wspólną walutą. Wszystkie one były jednak efektem pewnego dłuższego horyzontu planowania, a także pewnej strategicznej wizji. Wizja ta mogła pozostać niedopowiedziana, ale ta dłuższa perspektywa w myśleniu o celu i przyszłości Unii była wyraźnie obecna, a połączenie Europy Zachodniej i Wschodniej nadało całemu procesowi „historyczne” znaczenie i stworzyło nie tylko półmiliardowy rynek, lecz także wielką przestrzeń współpracy politycznej, gospodarczej i kulturowej. Dopełnienie „wielkiego” rozszerzenia w 2007 r. oraz obecny kryzys finansowy i bieżące problemy zrodziły sytuację, w której ten długofalowy, strategiczny cel stał się mniej wyraźny. Unia Europejska jest dziś skoncentrowana na znacznie krótszej perspektywie działania, na poszukiwaniu doraźnych rozwiązań wymuszanych przez bieżące problemy. Trudno będzie jednak sprostać stojącym przed Europą wyzwaniom bez odpowiedzi na głębsze pytania strategiczne dotyczące mechanizmów europejskiego rozwoju w przyszłości. Kryzys odsłonił kilka słabych stron europejskiego sposobu działania. Główny problem polega na tym, że zbyt długo dyskutuje się w Unii o sposobach zarządzania i reagowania kryzysowego. Narzędzia zapisane np. w pakcie stabilności i wzrostu okazały się niewystarczające i kruche – od połowy pierwszej dekady XXI w. różne kraje, w tym silne, przekraczały bez konsekwencji poziom deficytu. Istniało ciche przyzwolenie na rozwój przez zadłużanie się, którego kosztem był brak równowagi w finansach publicznych. Kryzys pokazał mielizny tej strategii, unaocznił zarazem, jak bardzo gospodarki w strefie euro stały się współzależne i współodpowiedzialne. Dziś dla dobra ogólnego jakiekolwiek doraźne rozwiązanie zostanie przyjęte, w tle pozostaje szersze pytanie dotyczące sposobu, w jaki strategia rozwoju Unii powinna godzić rygory oszczędzania, pilnowania deficytu i długu, by nie hamowało to procesów rozwojowych.
|