|
Strona 1 z 5
Unia Europejska potrzebuje prawdziwie wspólnej polityki energetycznej. Wspólny rynek energii i gazu będzie bardziej bezpieczny dla obywateli Europy i ustabilizuje Unię.
„Jeżeli Unia jest naprawdę niezdolna do wypracowania jednej odpowiedzi na wspólne problemy, to niewątpliwie musimy zadać sobie pytanie o przydatność projektu europejskiego” – wyznał mi pewnego dnia Jacques Delors. Energia to nowy ważny punkt na mapie integrującej się Europy. Stworzenie prawdziwej Europejskiej Wspólnoty Energetycznej jest tak samo ważne dla przyszłości UE, jak w roku 1992 było stworzenie projektu jednolitego rynku. Dziś w Europie nie ma jednego rynku energii i gazu, a rynki krajowe działają niezależnie. Uprzedzenia i blokady mentalne uniemożliwiają zlikwidowanie „wąskich gardeł” i zintegrowanie linii energetycznych i gazowych między państwami członkowskimi. Po kolejnych rozszerzeniach mamy w Unii nie tylko ubogie połączenia energetyczne Wschód – Zachód, ale również Północ – Południe, co unaocznia wielką fragmentację kontynentu. Dodatkowo w licznych krajach nie udało się wdrożyć wielu przepisów unijnych dotyczących tego sektora. Polityka energetyczna ma dziś dla Europy kluczowe znaczenie. Łączy się bowiem z wieloma innymi działaniami unijnymi i decyduje o randze Unii w świecie. UE musi się skoncentrować na tym obszarze i podjąć najważniejsze związane z nim wyzwania, takie jak zmiany klimatyczne, wzrastające uzależnienie od importu, niedobór źródeł energii i brak powszechnego dostępu wszystkich użytkowników do przystępnej cenowo i bezpiecznej energii. Zimą 2008 r. obserwowaliśmy rosyjsko-ukraiński spór gazowy, który pozbawił wiele państw Europy Środkowej i Wschodniej (zwłaszcza Bułgarię i Słowację) dostaw gazu przez dwa tygodnie w środku sezonu grzewczego. Zobaczyliśmy, co może oznaczać brak odpowiedniej polityki unijnej w zakresie energii i gazu. Podobne zdarzenie miało wcześniej miejsce w styczniu 2006 r. Te przykłady dobitnie świadczą o konieczności zmian w polityce energetycznej, które osobiście bardzo popieram. Pierwszym krokiem w kierunku tych zmian jest traktat lizboński. Europejczycy mogą nie rozumieć wszystkich zawiłości geopolityki, jednak dobrze pojmują konsekwencje pozbawienia ogrzewania w domu, w szpitalu czy w szkole. Cena energii w Unii Europejskiej zależeć będzie przede wszystkim od czasu, w którym uda nam się sfinalizować projekt wolnego rynku energii, ale także od tego, czy dzięki badaniom i innowacjom będziemy w stanie poprawić wydajność produkcji i przesyłu energii. Cieszy mnie fakt, że UE zaczęła traktować ten problem poważnie. Być może ropa już nigdy nie wróci do ceny 25 dol. za baryłkę. Świat jednak nie może się rozwijać w sposób zrównoważony, jeśli w każdej chwili baryłka może znów kosztować 145 dol., jak w lipcu 2008 r. Bez wątpienia potrzebujemy światowego porozumienia w kwestii zmian klimatycznych bazującego na uzgodnieniach z Cancún. UE nie może rozwiązywać problemów dotyczących efektu cieplarnianego na własną rękę. Ponadto, jeśli postawi wysokie wymagania tylko sama sobie, firmy mogą zacząć z Europy uciekać. Świat stoi dziś przed historyczną szansą budowy globalnego społeczeństwa niskoemisyjnego, co może ożywić gospodarkę poprzez stworzenie nowych sektorów zrównoważonego rozwoju oferujących tysiące miejsc pracy dla tzw. zielonych kołnierzyków.
|