|
Strona 1 z 5 By zachować swoje znaczenie, Europa nie musi świata podbijać ani dominować politycznie, gospodarczo czy demograficznie. Wystarczy, że utrzyma zdolność do wyznaczania standardów. Jednym z nich może być mechanizm wielopoziomowego zarządzania, które tak fascynuje wschodzące potęgi.
Aby aktywnie kształtować nowy globalny porządek, Europa powinna przyzwyczaić się do myśli, że już nie jest najlepsza, najsilniejsza, najmądrzejsza – i że współtworzy globalny ład wspólnie z innymi. Czasy dominacji się skończyły – o czym zresztą Unia wie, bo korzysta z wewnętrznych mechanizmów zapobiegających dominacji któregokolwiek z państw członkowskich poprzez świadomie obraną i wypracowaną w ciągu wielu lat strategię osiągania najlepszego celu w drodze najlepszego kompromisu. Mechanizm ten „powiększa” niejako Europę – uniwersalizuje jej przesłanie dla świata i czyni z niej globalny punkt odniesienia.
Ład na wielu poziomach Zarządzanie wielopoziomowe, charakterystyczne dla Europy, jest doskonałym modelem władzy na obecne stulecie. Pozwala spójnie – na poziomie globalnym, krajowym i lokalnym – odpowiadać na wyzwania globalizacji i zdarzenia, które dotykają kontynent. Decyzje zapadają wieloszczeblowo: w Europie regionalnej, lokalnej i małych ojczyzn. Dziś poniżej poziomu krajowego podejmuje się w Europie ponad 60 proc. rozstrzygnięć. Wprowadzenie zasady pomocniczości oraz zwiększanie partycypacji obywateli sprawia, że coraz więcej kompetencji jest przekazywanych w dół. Zapobiega to oddalaniu się od siebie administracji i obywateli, zapewniając między nimi stałą interakcję. Podział na rządzących i rządzonych powoli przestaje mieć rację bytu i jest zastępowany przez partycypacyjne style wypracowywania decyzji. Ten sposób podejmowania decyzji znakomicie komponuje się ze starym europejskim wynalazkiem, jakim jest demokracja, oraz z europejską koncepcją praw człowieka, akceptowaną dziś jako powszechny standard. Oznacza powrót do korzeni demokracji. To przesunięcie jest dobre także dla rządzących, bo obywatele, szukając winnych złego stanu rzeczy, nie mogą już powiedzieć: „my” czy „oni”, tylko „my wszyscy”.
|