Melancholia – to dzisiejszy stan europejskiej duszy. Lekarstwem może być szczypta idealizmu.
Kilka lat temu, pisząc tekst dla „Financial Times” na rocznicę traktatu rzymskiego, zacząłem go od zdania: „Gdyby Europa była osobą, zaprowadziłbym ją do psychologa. Nie psychiatry, bo wypadek nie jest kliniczny, ale wymaga leczenia”. Europa cierpi dziś na melancholię, dolegliwość minionych stuleci spotykaną najczęściej wśród klas posiadających (biedni w wypadku melancholii najzwyczajniej umierają z głodu). Gdy parę lat temu kilkanaście krajów Europy Środkowej przystępowało do Unii, słowo „europejski” miało dla nich charakter wartościujący. Na widok nowoczesnego budynku, sprawnie wykonanej usługi czy uprzejmego urzędnika wykrzykiwaliśmy: „To już jest Europa!”. Dzisiaj, choć to słowo nadal brzmi pozytywnie, zetknęliśmy się już bezpośrednio z europejską biurokracją, bezdusznością i zakłamaniem.
Groźne memento: od ideałów do ich wypaczenia Przystępując do Unii, Polska wniosła do niej swoją historyczną pamięć, która wydaje mi się istotna jako groźne memento, które warto poznać, aby uniknąć powtórzeń. Rzeczpospolita szlachecka – polskie, wielonarodowościowe państwo, w XVI w. jedno z największych państw w Europie – była regionalnym mocarstwem zbudowanym na fundamencie wolności obywatelskiej. Była Rzeczpospolitą wielu narodów i wiar, stworzyła także wiele instytucji wybiegających ponad standardy ówczesnej Europy. Przewaga parlamentu nad królem, elekcyjny monarcha, niedziedziczność urzędu wojewody: wszystkie te instytucje były skrojone na miarę społeczeństwa ludzi wolnych i odpowiedzialnych. Dla takich właśnie osób – mających świadomość złożoności wyborów, których dokonują – była także pomyślana zasada jednomyślności, czyli liberum veto. Pozwalała ona zablokować złą decyzję i była rodzajem hamulca bezpieczeństwa używanego tylko w stanie najwyższej konieczności. Ta zasada przez wieki przeszła jednak w ręce społeczeństwa, które zatraciło wiele ze swoich wysokich ideałów i zaczęło oddawać się beztrosko spożyciu i użyciu. Stało się w tym sensie prefiguracją współczes- nych społeczeństw konsumpcyjnych. Rezultat okazał się tragiczny. Instytucje skrojone na miarę odpowiedzialnych obywateli w rękach sprzedajnych warchołów przywiodły Polskę do politycznej katastrofy. Wydaje mi się, że ta przestroga ze złożonej polskiej historii, historii państwa wielonarodowościowego, różnorodnego – państwa, które stworzyło pierwszą w Europie spisaną konstytucję – może być polskim przesłaniem dla całej współczesnej Europy, pogrążonej w egoizmie i partykularyzmach narodowych, niezdolnej do wydania wizji, która mogłaby być nowym natchnieniem dla ludzkości.
Pułapki rozleniwienia Dlaczego? Bo przywykliśmy, że cywilizacja europejska (a dzisiaj euroatlantycka) stoi od paru wieków na podium zwycięzców w konkursie rozwoju i postępu. W tym konkursie miło być zwycięzcą, ale łatwo też spaść na dalsze miejsce, kiedy zabraknie motywacji do wytężonej pracy i poświęceń, których wymaga innowacyjna twórczość. Przez wieki motywem, który skłaniał ludzi do wysiłku, była nędza. Dzisiaj ucieczka od nędzy motywuje do wysiłku Azję. Europa zaś w swej zamożności nie chce rosnąć demograficznie, nie chce podejmować marnej pracy i skazuje się na zależność od imigracji z innych kontynentów. Do niedawna imigracja szła w parze z integracją. Dziś jednak coraz częściej imigranci żywią wątpliwość, czy warto się integrować z tymi, którzy sami stracili wiarę w siebie, nie cenią swoich korzeni i nie wierzą w przyszłość, koncentrując się na trosce o to, by jak najwolniej tracić to, co kiedyś zostało zdobyte. Po tylu smutnych uwagach pytanie: czy tak być musi? Czy Europa się wyczerpała i popadła w naturalny uwiąd starczy, czy też ma szanse jak feniks odrodzić się z własnych popiołów? Europa, w której cynizm zawsze konkurował z gotowością do poświęceń i ofiary? Europa idealistów i marzycieli, którzy sięgali do gwiazd? Polska w swoim stereotypie narodowym nosi w sobie cień mitu Don Kichota. W swoim zaprzeczeniu pragmatyzmu często odwoływała się do moralnych zasad w walce o lepszy świat. Tego ducha trzeba przypomnieć dzisiaj, kiedy w zachodniej Europie zapomniano o minionych sukcesach płynących z wiary w ideały – i zapomniano także, skąd wzięły się te ideały.
Krzysztof Zanussi: jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów i producentów filmowych, autor kilkunastu kluczowych dla polskiej kultury filmów. Od 1980 r. kierownik artystyczny zespołu, a następnie dyrektor Studia Filmowego „Tor”.Jest m.in. członkiem Europejskiej Akademii Filmowej.
|